O autorze
Nike Farida, Polka, która wychowała się w Libii.Chodziła do libijskiej szkoły dla dziewcząt, skąd ją relegowano, bo nie salutowała Kadafiemu. Studiowała historię sztuki na Uniwersytecie Warszawskim i w Londynie. Pracowała w branży PR i w amerykańskich korporacjach, m.in. w Warner Bros. Mieszka w Warszawie i w Londynie. „Panna Młoda” jest jej pierwszą książką i zarazem pierwszą częścią trylogii opowiadającej o wielopokoleniowej rodzinie, z Libią, Izraelem i Stanami Zjednoczonymi w tle. Kocha gotować i podróżować. Nie umie żyć bez pisania, czytania, sztuki i Morza Śródziemnego.

Sztuka w Londynie w wersji free. Muza Prerafaelitów

Londyn dla każdego. Na prośbę wielu osób zamieszczam subiektywny przegląd artystycznych londyńskich perełek. Dostępnych w Londynie free! Warto pamiętać, że wstęp do wielu kolekcji, mieszczących najwspanialsze dzieła sztuki na świecie, jest w Londynie całkowiecie bezpłatny!

Muza Prerafaelitów

Pewnego wieczoru 1848 roku, być może chmurnego i mglistego, jak to w romantycznym Londynie bywało; na poddaszu domu przy Gower Street,
spotkało się kilkoro dwudziestolatków - studentów królewskiej akademii sztuki. Byli tam pochodzący z domu włoskich imigrantów - Dante Gabriel Rossetti, Holman Hunt i gospodarz, John Everett Millais; spotkanie odbyło się w domu jego rodziców. Panowie analizowali album z freskami z Pizy, autorstwa Orcagnii.
Zachwyciła ich czystość formy i elegancka prostota. Rozgrzani rewolucyjną atmosferą 1848 roku (Chopin, Chopin!) ogłosili nowatorski manifest artystyczny.

Dość wydumanego idealizmu, precz z Rafaelem!

Postanowili zerwać z akademizmem i wszystkim tym, co przedstawiało wzorujące się na Rafaelu, ich zdaniem „nudne” malarstwo sir Joshuy Reynoldsa, notabene założyciela i przewodniczącego uczelni, gdzie studiowali – The Royal Academy of Arts. Od tej pory „malować wszystko z natury”, ogłosili. Kiedy swą misję wyznali i upublicznił to Ruskin, najbardziej wpływowy krytyk sztuki wiktoriańskiego Londynu, salony zawrzały. W prasie pojawiły się pamflety. Odbyło się wiele spotkań i debata potępiajaca anty-akademickie ideały. Przeciw malarzom wystąpił nawet J.M.W. Turner, uwielbiany w Anglii, na równi jak w Polsce Matejko. „Duma narodu”, autor podniosłych dzieł sławiących statki pod Trafalgarem, romantyczne burze, lokomotywy we mgle okrelił ich mianem „pętaków”.
Prerafaelici, wzorem malarzy wczesnego włoskiego Quatrocenta – Giotto, Fra Angelico i Cimabue, czy o pokolenie młodszego od nich Williama Blake’a postanowili walczyć o czystość formy i „sztukę dla sztuki”. Malować oszczędnie, linearnie i używając zapomnianych pigmentów. Podpisywali swoje dzieła tajemniczym RBG.
W skład bractwa weszli i utożsamiali się z ich doktryną - brat Dantego Gabriela – William, krytyk sztuki, ich siostra Christine znana poetka. Malarze William Morris, John Ruskin, Edward Burne - Jones, poeta A.C. Swinburne.

Co ich łączyło? A raczej kto? Lizzy Siddal.

Artyści potrzebują Muzy, by oddychać, by żyć. Trudno sobie wyobrazić sztukę Picassa bez Dory Maar. Coco Chanel czy Renoira bez Misi Godebskiej. Albo Rodina bez Camille Claudel.
Muzą tak fascynujących do dzisiaj Prerafaelitów była Elizabeth Siddal, zwana Lizzy.
Jej olbrzymie zielone oczy i burzę rudych włosów o miedziano złoto-rudym odcieniu możemy podziwiać na najbardziej znanych płótnach bractwa. Lizzy personifikowała Femme Fatale – kobietę, której boją się mężczyźni, często uosabianej przez harpie, sfinksa, gorgonę czy Chimerę. W czasach wiktoriańskich, pełnych pruderii, kiedy nieprzyzwoite słowo „spodnie” zastępowało się wyrażeniem „spodnia konieczność”(sic!), by uciec od dosłowności sięgano po wątki mitologiczne, baśniowe, biblijne i legendy arturiańskie. Te wyrażały swobodnie namiętności, emocje i pożądanie. Te wątki stały się dominujące w sztuce Bractwa Prerafaelitów.

Najwyższa cena poświęcenia Muzy.

Lizzy zapłaciła najwyższą cenę za bycie Muzą. Dosłowne traktowanie postulatów bractwa, jak malowanie „z natury” bywało groźne. Millais, gdy potretował ją jako słynną Ofelię, tak się zapamiętał, że Lizzie pozowała w lodowatej wodzie przez wiele godzin. Potem, co nie dziwi, zachorowała na zapalenie płuc, z którego w zasadzie już nigdy nie wydobrzała. Miała zapobiegliwego tatę, który zażądał od Millaisa pieniędzy na kosztowną kurację. Jednak Chimera na obrazie to było co innego niż w życiu. Na obrazie zachwycała, a w życiu realnym przerażała. Pod wpływem Prerafaelitów sama zaczęla malować, projektować wnętrza i pisać wiersze. Prawie dekadę zajęła Lizzie pogoń, by wyjść za mąż za głównego ideologa Prerafaelitów – Rossettiego.
Dopiero kiedy była już bardzo chora, poślubiła go. Upamiętnił ją „post mortem” w „Beacie Beatrix”.

Rossetti pisał również sonety ilustrując swą twórczość lub ważne wydarzenia z życia. Jedyny jego zachowany manuskrypt to list do brata, datowany na październik 1849, napisany podczas pobytu z Huntem w Paryżu.
Po zobaczeniu w Luwrze „Koncertu Wiejskiego” Giorgione (dzisiaj wiemy, że to dzieło Tycjana), Rosetti opisuje, że „aż usiadł” kiedy ujrzał ten obraz. Tego samego najprawdopodobniej wieczora udał się do paryskiego teatrzyku i wymalowane w ostrym makijażu i swobodnie się zachowujące kobiety zrobiły nań tak piorunujące wrażenie, że określił je dosadnie jako „dziwki”. Napisał też sonet:

…„Kobiety..Pierwsza to Zjawa, druga Kocica, trzecia to Bestia, szósta Chimera, a siódma Sfinksem się jawi .. (tłum. autorki).

Fragment sonetu: „Kankan w Valentino” wyraża jasno mit famme fatale w oczach epoki wiktoriańskiej. Sonet opatrzony potem nr 286 zawierał też ciekawą obserwację i opinię malarza:

„Od sześciu dni chodzęż po ulicach Paryża i jeszczem ani jednej piękności nie ujrzał, takich jakie tłumy chodzą po naszych londyńskich ulicach”.. (10.10. 1849)


Nie spodziewał się, zapewne, że ten list zostanie kiedykolwiek opublikowany. Jak wiadomo Rossetti nie miał planów wydania swych poematów do tego stopnia, że kiedy Lizzy umarła w 1862 roku, sonety włożył w sploty włosów żony i złożył je do trumny.
Kilka lat później jednak zarządził jej ekshumację i cykl jego poezji ujrzał światło dzienne - został opublikowany. Stało się to zapewne z pożytkiem dla światowej poezji, angielscy badacze literaccy wysunęli jego sonety na równi z Szekspirem i Byronem.

„She Is Back!”
Nawet to miasto, które jak mało, które na świecie „żyje sztuką” zelektryzowała wieść o powrocie „do domu” dzieł Prerafaelitów. Nagłówki She is Back zagościły w mediach.Wystawę ‘Prerafaelites - Age of Victorian AvantGarde’ – m.in. w Moskwie i Tokio obejrzało ponad milion osób.

Tłumy więc znowu chodzą do Tate, by obejrzeć dzieła PreRafaelitów. Zatrzymują się przy wizerunkach Lizzy, upamiętnionych m.in. w Ofelii Millaisa czy Beacie Beatrix Rossettiego.
Pochylając się nad Elizabeth Siddal – Ofelią, jej pogonią za miłością, można przywołać wiersz z tomiku "Pocałunki" mej stryjecznej prababki, Marii Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej.

“ Ach, długo jeszcze poleżę
w szklanej wodzie, w sieci wodorostów,
zanim wreszcie uwierzę,
że mnie nie kochano, po prostu. ”
— Pawlikowska- Jasnorzewska


Tate Britain
Millbank
London SW1P 4RG
Wstęp bezpłatny, czynne codziennie, jest wi-fi.
Tekst linka
Trwa ładowanie komentarzy...