O autorze
Nike Farida, Polka, która wychowała się w Libii.Chodziła do libijskiej szkoły dla dziewcząt, skąd ją relegowano, bo nie salutowała Kadafiemu. Studiowała historię sztuki na Uniwersytecie Warszawskim i w Londynie. Pracowała w branży PR i w amerykańskich korporacjach, m.in. w Warner Bros. Mieszka w Warszawie i w Londynie. „Panna Młoda” jest jej pierwszą książką i zarazem pierwszą częścią trylogii opowiadającej o wielopokoleniowej rodzinie, z Libią, Izraelem i Stanami Zjednoczonymi w tle. Kocha gotować i podróżować. Nie umie żyć bez pisania, czytania, sztuki i Morza Śródziemnego.

PÓŹNY REMBRANDT. Z LONDYNU DO AMSTERDAMU. Rijksmuseum Amsterdam – do 17 maja 2015.

Wystawa w Londynie okrzyknięta wydarzeniem dekady zagościła w miejscu „gdziewszystkosięzaczęło”. Amsterdam – miejsce, gdzie Rembrandt doznał największej chwały, największej tragedii ale i największego szczęścia, gdzie żył i umarł; Amsterdam gości monumentalną wystawę późnych dzieł, zatytułowaną „Późny Rembrandt”, po prostu. Wydaje się, że po prostu nie ma lepszego miejsca na świecie do prezentacji dzieł mistrza niż otwarta w 2013, po wielkim remoncie narodowa galeria sztuki holenderskiej.

[b][/b]

RIJKSMUSEUM.
PÓŹNY REMBRANDT. Z LONDYNU DO AMSTERDAMU.






Rembrandt. Protoplasta selfie dnia codziennego.


Punktowe światło rzuca promień na własnoręcznie wykonany portret na rok przed śmiercią. Mamy w pamięci kilkadziesiąt autoportretów artysty, to bodaj najlepiej „obfotografowany” artysta wszechczasów. Na tej wystawie też spotkamy kilka selfie z końcowej fazy życia. Na tym ostatnim, otwierajacym wystawę, już nie jest tak kochany przez publiczność i klientów. U jego boku nie ma kobiet jego życia – obie umarły. I Saskia i Hendrickje. Umarł jedyny syn Tytus. Jak zapewnić byt nastolatce Kornelii? Wierzyciele stukają do drzwi. Zajęli jego ukochaną kolekcję sztuki. Z akwaforty patrzy na nas zmęczony stary człowiek, o nosie rozpłaszczonym jak z bajek Grimma, przetłuszczone loki spływają spod beretu. Jego wzrok jest przygaszony, ale patrzy na nas odważnie i uważnie. Jakby nas pytał o podstawowe zagadnienia egzystencji. „Czy warto tworzyć? Czy warto żyć”?



Polski akcent w organizacji wystawy.

Zespół naukowców z Rijksmuseum oraz z National Gallery zgromadzili, z całego świata 100 dzieł obrazujących ostatnie dwie dekady twórczości Rembrandta. Co ciekawe w tym zespole znalazł się coraz bardziej wyróżniający się w świecie nauki, polski historyk sztuki dr Albert Godycki. Sprowadzono dzieła ze Stanów, z Australii, z Anglii, Szwecji; oczywiście wykorzystano też bogactwo zasobów własnych, z Holandii, z Amsterdamu właśnie.


Rembrandt. Najważniejsze to kochać.

Żydowska narzeczona.




Kiedy van Gogh zobaczył ten obraz, przekazał przyjacielowi, że może nie jeść i nie pić przez dwa tygodnie, byle go tylko nie odciągać od oglądania tego dzieła. Ten obraz to esencja miłości i zaufania, ręka kobiety przykrywa dłoń mężczyzny, a on dotyka ją z czułością. Prawdopodobnie to ilustracja biblijnej pary słynącej ze wzajemnej miłości – Rebeki i Izaaka. Ich stroje skrzą się od złota. Bogactwo faktury podkreślają grubo, szybko położone warstwy farby, nakładane jakby niechlujnie i bez planu, ale jednak precyzjnie, byśmy przed oczyma otrzymali wirujący fajerwerk kolorystyczny. Taki rodzaj malowania jest charakterystyczny dla późnego okresu sztuki Rembrandta, wyraża artyzm i doskonałość techniczną. Obraz znajduje się na codzień w zbiorach amsterdamskiego Rijksmuseum, powstał na 3 lata przed śmiercią artysty. Jest wizerunkowym leitmotivem wystawy.



Tytus w oknie.

Rembrandt był człowiekiem rodzinnym. Urodził w w 1606 roku, jako ósme dziecko zamożnej pary z Lejdy posiadającej młyn. Wszystkie dzieci odebrały staranne wychowanie, Rembrandt znał łacinę, Biblię i od małego, z biegłością posługiwał się rysunkiem. W Amsterdamie dokąd się przeniósł, otoczył go mecenatem Henryk van Uylenburgh, wychowany nota bene w Polsce.

Rembrandt zakochał się w siostrzenicy protektora, Saskii i długo na nią czekał. Nie podobał się rodzinie, był niższego stanu. Saskia się jednak uparła, to był wzajemny coup de foudre i pobrali się. Aż troje ich dzieci umarło w dzieciństwie. Tytus urodził się w 1641, rok później umarła na zapalenie płuc jego mama, a syn stał się dumą i radością ojca. Na wystawie przyciąga uwagę portret ucznia starannie odrabiajacego lekcje. Tytus nad czyms się akurat zamyślił, coś kalkuluje, pociera dłonią bezradnie brodę patrząc wielkimi oczami w dal. Powagi dodaje mu brązowy biret, trochę za duży, opadający na lewy policzek. Obraz pochodzi z 1655 roku. Kilka sal dalej możemy podziwiać studium Tytusa w habicie mnicha. Uderza niezwykłe podobieństwo do ojca, którego znamy wszak z tak wielu autoportretów. Dorosły Tytus przejął opiekę nad niezaradnym finansowo ojcem. Założył firmę handlującą sztuką, gdzie zatrudnił malarza. Tytus na początku 1668 roku wziął ślub. We wrześniu tego samego roku stał się ofiarą plagi. Żona Tytusa, Magdalena oczekiwała ich dziecka.


Kąpiąca się w strumieniu.


Do wody wchodzi powoli kobieta w rozchełstanej białej koszuli. Malarz uchwycił ją w bardzo intymnej chwili. Trzyma uniesioną koszulę, rozwartą na biuście, odkrywa wysoko nogi. Możemy się domyślać, że jest w ciąży. Odwiedzam często ten obraz w National Gallery w Londynie. Dzisiaj, kiedy otaczają mnie, w takim stężeniu na tej wystawie, malarskie dowody miłości Rembrandta do swojej rodziny, po raz kolejny uderza mnie, że jest to obraz z cyklu „Malarz kocha swoją modelkę”. To Hendrickje, wieloletnia, wierna partnerka Rembrandta. Chociaż do tej pory świat głównie fascynowała Saskia, pierwsza żona, to Hendrickje towarzyszyła artyście w drodze „od milionera do zera”, będąc mu w tych trudnych latach podporą, muzą, kochanką i organizatorem życia codziennego. Wychowała w miłości Tytusa, urodziła szczęśliwie córkę, stworzyła ciepły dom. W roku 1655 kiedy powstał ten obraz, starano ich się upokorzyć. Zostali wezwani przed oblicze rady kościelnej, gdzie publicznie potępiono ich związek, odsądzono od czci i wiary, że żyją w grzechu. Hendrickje nazwano „dziwką”. Zalecono powrót na „drogę cnoty”, by się pobrali. Ale Saskia kontrolowała ich życie zza grobu zostawiając zapis w testamencie, że w przypadku powtórnego małżenstwa Rembrandt traci prawo do jej majątku. Czyli ślub nie wchodził w rachubę.

Czy świat może nam dokuczyć i upodlić, kiedy otacza nas miłość i zrozumienie? Ten obraz to zapis ogromnej miłości i czułości. I spokoju.

Jest też bodaj zapisem najbardziej erotycznego portretu kobiecego w XVII wieku.

Światło gładzi delikatnie skórę na nogach kobiety. Strumień skrzy się odbitym blaskiem. Koszula namalowana długimi pociągnięciami pędzla niemal spływa jej z ramion. Niesamowicie misterne jest wykończenie białego rękawa, namalowanego jakby monetowskimi kropkami bieli rozrzedzonej złotem. Pochylona kobieta stąpa powoli, tak by się nie poślizgnąć. Ma głowę schyloną do strumienia, patrzy na wodę. Nastrój spokoju i oczekiwania jest tak sprzeczny z tym, co się działo w życiu zewnętrznym, że moim zdaniem, dowodzi niezwykle silnego i pozytywnego odziaływania partnerki na malarza.

Pochylmy się się nad wzruszającą ryciną. Z ogromną czułością artysta naszkicował Hendrickje śpiącą w kuchni. Kreska jest ekspresyjna i też w odbiorze współczesna. Hendrickje stała się opoką artysty.


Jak wiemy to ona przeprowadziłą artsytę od wielkiej sławy do wielkiej nędzy. Zostałą wezwana przed sąd kościelny, gdzie nakazano im rozstanie, albo ślub.

Rembrandt i Hendrickje.
Nie przejmowali się kościołem i nienawistnym światem, dzisiaj powiedzielibyśmy otaczającym ich „hejtem”. W 1655 roku czekali na dziecko, prowadzili wspólnie firmę, cieszyli się nowymi obrazami, tworzyli szczęśliwą rodzinę z dziećmi. Saskia żyła z malarzem osiem lat, Hendrickje co najmniej prawie dwa razy dłużej. Hendrickje, stała się ofiarą szalejącej plagi osierocając w 1663 roku córkę Kornelię, malarza, Tytusa.



Rembrandt. Zapowiedź tego, co nieuniknione.


Większość dzieł sztuki obrazuje moment „tu i teraz”. U Rembrandta nie inaczej. Zgwałcona przez patrycjusza Lukrecja popełnia samobójstwo, batwaski wódz objaśnia plan rewolucji przeciwko najeźdźcy, żona Putyfara kłamie mu w żywe oczy, że nie zdradziła, kiedy wiemy, z Biblii, że zdradziła. Ale w części ekspozycji oznaczonej „Konfilkt wewnętrzny” Rembrandt wchodzi w duszę bohaterów, odmalowuje emocje szarpiące bohaterami na kilka chwil PRZED momentem kulminacyjnym. To bodaj po raz pierwszy w sztuce emocje tak bardzo jątrzą, sięgają zenitu. I to szerokim wachlarzem odcieni i stopni. Od kamiennego chłodu do zakrwawionego bólu.



Poddanie się i zapowiedź śmierci ukochanego czyli Batszeba. Z Luwru przyjechała monumentalna Batszeba. To jeden z najpiękniejszych obrazów Rembrandta, pochodzi też, jak kąpiąca się, z 1655 roku. I tutaj modelką jest Hendrickje. Batszebę upodobał sobie król Dawid. Postanowił wysłać jej ukochanego męża Uriasza na wojnę, gdzie przyszykował dla niego śmiertelną zasadzkę. Zakochał się w Batszebie i przysłał jej list, że ma być jego. Naga kobieta o misternie upiętych włosach siedzi w dość niewygodnej pozycji. Służąca obmywa jej nogi, przygotowuje ją do spotkania z Dawidem. W prawej opuszczonej ręce opadającej bezwładnie na udo, Batszeba trzyma list od Dawida; zapowiedź oczekiwanej śmierci ukochanego i oddaniu się niekochanemu. Za chwilę to się stanie. Poraża jej smutek, poddanie się i cicha rozpacz. Widziałam wiele osób, które szły kilka sal obok do kąpiącej się Hendrickje i powracały do niej jako Batszebe. Arcydzieło wszechczasów tak działa na oglądających.

Muszę dokonać aktu samobójstwa, bo mnie zhańbiono czyli Lukrecja.


Jej oczy krzyczą: nie! I są pełne łez. Nóż w uniesionej dłoni zastygł ponad głową. Kruche ciało kuli się pod nawałem ciężkiej jasnej sukni dziewczyny. Ta młoda kobieta, przed którą stoi cały świat postanawia odebrać sobie życie. Przerwać, zakończyć. Patrzymy na nią i aż kamieniejemy wobec jej bólu. Kilka sal dalej ta sama kobieta wykrwawia się na naszych oczaach. Ta wystawa jest na prawdę powalająca.

Prawdopodobnie po raz pierwszy artysta użył scyzoryka, by wydrapać farbę w grubo nałożonej warstwie.
Tak Rembrandt wydrapał krew Lukrecji na białej szacie.



Rembrandt. Jestem „The best”. I tak ważny jak Leonardo. Albo bardziej.

Autoportret „witruwiański”.





Całe życie, jego blaski i cienie możemy poznać z autoportretów Rembrandta. Gdyby tworzył dzisiaj zapewne zasypywałby nas codziennie selfie na Facebooku. A na obrazach z XVII wieku widzimy momenty jego szczęścia. Miłości i uniesień. Czułości. Żałoby. Strachu o jutro. Momenty bezradności. I siły. Wielkiej siły. Pewności siebie.

Witruwiańskie koła, które fascynowały od stuleci największych artystów, by wspomnieć Leonarda, Rembrandt aktem samostanowienia rozdziela. I siebie umieszcza pomiędzy idealnymi figurami, w ręku dzierży paletę i pędzle. Patrzy nam prosto w oczy, jakby twierdził – „to ja jestem w gronie najwybitniejszych”. Trudno się nie zgodzić patrząc wokoło na zgromadzone dzieła. Autoprtret „witruwiański” jest niemal chirurgicznie i precyzyjnie wymalowany. Strój, beret, twarz. Ale ręka zlewa się paletą i pędzlami. To jest po prostu niesamowite, ręka malarza jest paletą malarską i na odwrót. Patrząc na ekspresję tej dłoni odnoszę wrażenie, nie jedyny raz na tej wystawie, że Rembrandt jest po prostu prekursorem sztuki nowoczesnej, ekspresjonizmu i symbolizmu.


Rembrandt jako prekursor sztuki nowoczesnej. Malarski brat Bacona, Picassa i niemieckich ekspresjonistów.


Popatrzmy na portret króla elity burżuazyjnego Amsterdamu – Jacopa Tripa. Ekspresja środków wyrazu sięga znowu zenitu, szata kupca jest tak namalowana, podłużnymi pociągnięciami pędzla, że w zasadzie kolory rozmywają się w chmurze światła i cienia. Gdyby postawić obok na sztalugach płótno najdroższego malarza świata – Bacona (zmarł w 1992 roku), pomyślelibyśmy, że namalowane zostały w jednym kręgu artystycznym, choć dzieli je niemal 300 lat!





Oto jeden z najsłynniejszych obrazów Rembrandta z 1662 roku – Syndycy cechu sukienników.


I znowu mamy do czynienia z przełomowym potraktowaniem funkcji portretu. Nie jest to typowe, frontalne i podniosłe przedstawienie zamożnych i wpływowych ludzi. Kant zasłanego bogatym dywanem stołu niemal wciska nam się do oka. A sukiennicy patrzą, zaraz, gdzie oni patrzą? Wszyscy patrzą w jednym kierunku. Ale co tam może być. I nagłe olśnienie. Patrzą na malarza, to po prostu niesamowite. A my patrząc z perspektywy malarza, stajemy się wraz z nim ważniejsi niż sukiennicy. Obraz nie mógł się podobać, nie oddawał zbyt adekwatnej czci zamawiającym.

Rembrandt w swoich schyłkowych dziełach ponosił ogromną cenę za bycie nieszablonowym, nieposłusznym i eksperymentującym. Czyż to nie domena geniuszy?

Zamówione przez amsterdamski ratusz ogromne płótno Sprzysiężenie Claudiusa Civilisa zostało odrzucone, nie zapłacono za ciężką pracę artysty. Nakazano poprawki. Wściekły Rembrandt nie zmienił nic, nie przemalował, zabrał i pociął płótno na kawałki. Scena nawiązująca do jednej z najważniejszych chwil w historii Holandii, spisku przodków Holendrów, Batawów, wobc Rzymian została odmalowana jako spotkanie na „niezłej bani”, a w dodatku prowadzone przez ślepca. Otacza ich złoty deszcz niesamowitego światła, czyniąc scenę niemal świętą i podniosłą, ale to było za mało dla zarozumiałych urzędników.



Rembrandt. Nie wszystek umrę.



Trudno się nie wzruszyć patrząc na ostatnie namalowany przez Rembrandta (a dokończony już inną ręką) obraz "Symeon w świątyni".
Myślę, jak malował odchodził i wracał do sztalug, słabł i znowu miał siły malować, aż wreszcie odszedł 4 października 1669 roku. Ten temat to przesłanie do nas, przypomnijmy, że ilustruje słowa Ewangelii św. Łukasza.

Otrzymał on (Symeon) zapowiedź od Boga, że nie umrze, zanim nie zobaczy Chrystusa, Syna Bożego w ciele. Kiedy więc ujrzał Dzieciątko, zawołał głosem wielkim mówiąc: "Bóg nawiedził lud swój i wypełnił obietnicę swoją"

Rembrandt wypełnił misję swoją. Życiowo i artystycznie. Córka ze związku z Hendrickje dożyła sędziwego wieku i poślubiła malarza. Tycja, córka Tytusa została ochrzczona niedługo po śmierci Rembrandta. Dzieciątko, to może być Tycja, to jest mały Jezus ofiarowane są przez malarza, Symeona, na ołtarzu, jako znak ciągłości. Więc życie ciągle umiera i ciągle się odradza. A wszystko, to po prostu, zdaje się mówić do nas Rembrandt, czego potrzebujemy do szczęścia to miłość bliskich i doskonałość zawodowa. To czyni nas nieśmiertelnymi.

A nam została ponadczasowa sztuka Rembrandta. Warto to przeżyć i wybrać się do Amsterdamu.
Wystawa „Późny Rembrandt” trwa do 17 maja 2015. Wystawie towarzyszy szereg wydarzeń artystycznych.
Możemy odwiedzić dom Rembrandta, gdzie artysta tworzył w późnej fazie życia - Rembrandthuis.




Tekst linka

Tekst linka
Trwa ładowanie komentarzy...