O autorze
Nike Farida, Polka, która wychowała się w Libii.Chodziła do libijskiej szkoły dla dziewcząt, skąd ją relegowano, bo nie salutowała Kadafiemu. Studiowała historię sztuki na Uniwersytecie Warszawskim i w Londynie. Pracowała w branży PR i w amerykańskich korporacjach, m.in. w Warner Bros. Mieszka w Warszawie i w Londynie. „Panna Młoda” jest jej pierwszą książką i zarazem pierwszą częścią trylogii opowiadającej o wielopokoleniowej rodzinie, z Libią, Izraelem i Stanami Zjednoczonymi w tle. Kocha gotować i podróżować. Nie umie żyć bez pisania, czytania, sztuki i Morza Śródziemnego.

3 dni w Paryżu, 3 dni w Poznaniu, 3 dni w Krakowie, 3 dni w Londynie czyli Galicyjskim Ekspressem Przez Europę.

„Jeśli dziś wtorek, to jesteśmy w Belgii”, taki film, znakomitą komedię z lat 60 – tych mogłabym przywołac jako leitmotive moich ostatnich tygodni. Trasa „Panny Młodej” wiedzie, moim zamysłem, przez miasta, które łączy@galicyjskość. „Galicyjskość” to w moim słowniku, klimat bliski miastom, skąd moje korzenie - okolicom Krakowa i Lwowa lat 20/30-tych XX wieku, klimat sprzyjający książkom: królują wokół sztuka i literatura; kochają w tych miastach artystów i literatów, a ci odwdzięczają się pięknymi dziełami.

W POLSKIEJ GALICJI

Polska Galicja, ( w odróżnieniu od tej historycznej, ale do tej wrócimy innym ekspresem), wyznaczana była miastami na trasie stacji kolejowych: Wiedeń, Kraków, Tarnów, Lwów.

W powietrzu unosił się smak dobrej kawy, to wszak tutaj powstała pierwsza, po Wiktorii Wiedeńskiej, kawiarnia w Europie. I tak jest do dzisiaj, choć tak bardzo zmieniła się Europa. Dobra kawa rządzi! Szlakiem kawy, galicyjskim, dostaję się do Paryża.


PRZYSTANEK#1 PARYŻ




Paryż wita nas kawą i croissantami w najlepszej – wg mnie – piekarni na Rue Rivoli pod Luwrem.

Jestem z 20 - latkiem, któremu urządzam urodzinowy „Grand Tour”.

Moja Mama zabierała mnie w podróże artystyczne, wzorem króla Stasia i mam wszystkich panien i gentlemanów, od XVIII wieku począwszy, wychowywanych według poradnika Horacego Walpole’a, (oczywiście ten też miał wzorce, od antyku począwszy, do czego wrócę w innych tekstach).
"Na Walpole’u" wychowali się m.in.: i król Stanisław August Poniatowski i Byron, Słowacki i Churchill; autor zalecał w wieku dziecięcym i młodzieżowym:

objazd po najpiękniejszych miastach i miasteczkach Europy, a zwłaszcza Grecyji, Francyji, a tudzież najbardziej objazd Włoch się zaleca”..(tłum. własne).

Zgodnie z zegarem nowoczesnym, zresztą moje dzieci obwiozłam solidnie i „po Grecyji i po Francyji i po Włoszech”; tegoroczny Grand Tour „ściskam” do trzydniówki.
W świecie wydłużonych weekendów, “citybrejków” - to dla każdego niemal dostępne. Wszak możemy się udać – zwłaszcza tzw. tanią linią do wybranego miasta, znaleźć – posługując się np. niezawodnymi Tripadvisorem, Airnb lub blogami w „natemat.pl” - niedrogi klimatyczny hostel z widokiem na kościół Mariacki lub na szare wody Arno, pogrążyć się w gwarze uliczek Zatybrza czy zaułków Sewillii.

Jak Picasso możemy pić aromatyczną mocną kawę w najsłynniejszej kawiarni literackiej Deux Magots.
Albo zapakować do kosza makaroniki, butlę wina Saint - Emillion, bagietkę, kilka serów, pasztety i zjeść na schodach Sacre Coeur romantyczny lunch z widokiem, skąd rozciąga się znacznie piękniejszy i pełniejszy Paryż, niż z wieży Eiffla.
Możemy żyć jak tutejsi mieszkańcy, tzw. „lokalsi”; próbować specjały, odwiedzać kino i pić wino ...


Ja np. lubię w Paryżu wino z regionu St-Emillion, nie wiem dlaczego, ale we Francji niezły Medoc kosztuje od ok. 15 euro (ok. 60 zł), a w Polsce ceny zaczynają się od 200 zł?
Winem też raczymy się niespiesznie, pogryzając oliwki - w rynku czy na ulicy, patrząc na przechodniów czy rozmawiając z sąsiadem.

W tych "galicyjskich" miejscach wyłącznie „biegam” - na świetne wystawy, koncerty, bo tym „żyje się” i o tym „mówi się”...

"Poluję" na piękne widoki, leniwe zwiedzanie, emocje wokół sztuki i literatury, towarzyszą mi niezwykłe rozmowy, spotkania ludzi zwykłych i niezwykłym życiem żyjących; ludzi wybitnych w swoich dziedzinach.


PARIS BY ELLA K.

W Mieście Artystów – nie tylko Picassa, mieszkamy, niekoniecznie pod dachami, Paryża, w domu połączonym z pracownią świetnej artystki polskiego pochodzenia, Elli Klemensowicz.
Jej biżuterię noszą chętnie paryskie elegantki, też nasze - KORA czy SARAPATA.



Ella osiągnęła francuski sukces; pracuje dla paryskich projektantów Haute Couture; tworzy barokową biżuterię na miarę Królowych Francji - szyi Marii Antoniny czy uszu Marii Leszczyńskiej.

Uwaga – czy wszyscy wiemy o tym, że ta ostatnia, Polka urodzona w Trzebnicy, była najdłużej panującą królową Francji - aż przez 43 lata zasiadała na tronie!

Ten tron niemal dwadzieścia lat służył jej następczyni – Marii Antoninie.
Wnuk Leszczyńskiej, Ludwik XVI zwany „Ostatnim” stracił głowę ze swą żoną Marią Antoniną. Dosłownie, pod gilotyną.

Mąż Marii Leszczyńskiej, Ludwik XV, zwany „Ukochanym”, stracił głowę dla swoich metres - Madame de Pompadour i Madame du Barry.

No, ale cały świat, including Poland - lepiej zna od królowej z Polski rodem, jej rywalkę - Madame de Pompadour, tę francuską mieszczkę, która tak rzadko się myła, że zamawiała coraz to nowsze perfumy u ówczesnych „Nosów”, aż, jak wspominał kronikarz dworski, wielu „dusiło się” w jej otoczeniu. Nic dziwnego,wszak ponadto fontanny rozpylały intensywnie zapach prawdziwych perfum, a wszystko i tak poszło na konto rozrzutności Marii Antoniny.




Królowa Maria Antonina mieszkała z dziećmi w Petit Trianon.

Chociaż mogła potomstwo oddać mamkom i dwórkom na wychowanie, a nawet tak nakazywał obyczaj na dworze królewskim; sama je karmiła i z nimi się bawiła.
Oczywiście w przerwach na jedzenie ciastek, pikniki i zabawy.
Znalazła obowiązkowo czas na portret z dziećmi, który namalowała najpopularniejsza portrecistka XVIII wieku, Élisabeth-Louise Vigée Le Brun.

Na tym obrazie królowa ma ostro czerwoną szminkę, piętrową koafiurę i cieszy się latem 1787, na 6 lat przed egzekucją, kiedy ma obok siebie jeszcze całą gromadkę dzieci. Kiedy przypatrzymy się jej bliżej, (portret eksponowany jest w Wersalu), zobaczymy, że ma na sobie tony fluidu i pudru.


Przemysł kosmetyków kolorowych wiele zawdzięcza wspomnianej Madame de Pompadour.


Kiedy źle wyglądała, zamawiała pudry, szminki i fluidy, tak że do perfekcji na jej dworze doprowadzono sztukę make-upu. Niewiele jej to pomogło, król znalazł sobie kolejną metresę - Madame du Barry.

Sophia Coppola, mieszkanka dzielnicy Łacińskiej przedstawia filmowe losy Marii Antoniny.
Idę do paryskiego kina, niewiele później otwartego od tego na Bulwarze Kapucynów, gdzie w 1895 roku odbył się pierwszy pokaz twórców kinematografu, Braci de Lumiere.

Idę na późny seans. Kino otwarte na przełomie XIX i XX w. działa; i nikt go nie zamienił na supermarket!

„Maria Antonina” Coppoli, to jest historia opowiedziana, może nie z taką siłą filmowego wyrazu, jak „Lost in Translation”, ale z brawurowo zagraną rolą tytułową przez Kirsten Dunst.

To obraz osiemnastowiecznej feministki, wyzwolonej i wiedzącej, czego chce kobiety. Jej „Toinette” stara się znaleźć modus vivendi pomiędzy własnymi pragnieniami, dworskimi intrygami, nieśmiałym do imentu mężem, a powinnościami monarchini wobec zwyczajów dworskich i narodu.

Scena, kiedy tłum dworzan ubiera nagą królową o mroźnym poranku, przerywana wejściem to nowej dwórki z większym prawem do ubierania monarchini, a ta godzinami marznie, bezcenna.

Sophie Coppola mieszka w Paryżu z mężem i często można ich spotkać w najsłynniejszej kawiarni literackiej świata Deux Magots.

Wchodzę tam przejęta, z mym paryskim Cicerone, słonecznego popołudnia, na wstępie pokazuję moją książkę.

Od razu, jak za czarodziejską różdżką, a raczej książką, bo to Świątynia Literatów; wszyscy stają się pełni atencji i szacunku. Szef Sali prowadzi nas powoli do środka.

"Chcę stolik Hemingwaya", mówię stanowczo. Nie zwracając uwagi, pan sadza mnie przy stoliku ... de Beauvoir i Sartre’a (sic!).

– „Tu będzie pani najlepiej”, mówi, dyskretnie oddalając się po wino, bardzo dobry rocznik wybrał T.




Jestem z Tomkiem R., kolegą ze studiów, francuskim beserwiserem.

Mieszka tu od lat, wie wszystko o winie, Gauguinie, kinie i Leszczyńskich.

Rozglądamy się, nad każdym stolikiem portret z adnotacją, kto tu siadywał, pisał, dyskutował. Ha, genius loci, jest zasadniczy dla Artysty, jak mawiał Tadeusz Kantor, ten klimat unosi się w powietrzu i oszałamia.

Pisali tu i Miłosz i Gombrowicz. Rozpamiętywali polską sytuację i los Polaków na "paryskim bruku"i uczeń Kantora; Mitoraj i związani z Laffittem - Giedroyć, Hertzowa,Jeleńscy i Czapski.

Bawiła się tutaj Królowa Paryża i Muza Modiglianiego, Appolinaire’a – Misia Godebska.

Hemingway spierał się o „powieść totalną” z Gertrudą Stein.

To tutaj Dora Maar poznała Picassa.

Niemal codziennie siadywali tu Sartre i Beauvoir, ikona feminizmu; przy moim stoliku pisała „Drugą Płeć”.
Przy TYM stoliku piję wino z T., coś dobrego jemy, tu, przy miłym aplauzie sąsiadów podpisuję moją debiutancką powieść (też tam jest "mój Paryż" zawarty, dla T.R.



Simone... ach Simone! Była zawsze pięknie ubrana i umalowana, co ciekawe, a naturalne dla paryskich feministek. Siadywała tu wraz ze swoim życiowym partnerem, Paulem.

Simone chętnie krytykowała ulubioną portrecistkę królowej Marii Antoniny - Vigee Lebrun, wyśmiewając jej „promaternistyczny” wyraz, który ponoć „bije” z obrazów Marii Antoniny z dziećmi.
Cokolwiek to znaczy, co myślała Simone o portretach Vigée Le Brun; Maria Antonina była dobrą mamą, jak wspomniałam.
W ogóle się z dziećmi nie rozstawała, opowiadała im bajki, śpiewała kołysanki. Leszczyńska z kolei często odwiedzała rodziców w Nancy.

Czytanie bajek dzieciom, śpiewanie kołysanek, odwiedzanie rodziców to zaprawdę niekrólewskie zajęcia, ale wspólne dla tych dwóch Marii, żon Ludwików, ostatnich królowych przedrewolucyjnej Francji. Nie poznały się nigdy. Leszczyńska umarła w 1768 w Wersalu, dokąd Marie Antoinette przybyła w 1772.



Czy rewolucja francuska zaczęła się od nienawiści i niesolidarności między kobietami? Feministki mawiają, że jes dla takich kobiet specjalne miejsce w piekle.





Ludwik XV, po śmierci Marii, podobno ją kochał, podobno; samotny, podstarzały i znudzony dotychczasową metresą - Madame de Pompadour, która mimo zakupów sukni w cenie kilku wiosek, odurzających perfum i wielogodzinnego make-upu, już nie podobała się monarsze; obrał sobie nową, Madame du Barry.

Maria Antonina za nic miała du Barry. Ja bym też nie poświęcała zbyt dużo uwagi pani du Barry, będąc Marią Antoniną.
Du Barry, była kurtyzana, brzydko się ponoć wysławiająca, intrygantka i niewyedukowana, napuszczała wszystkich we Francji na siebie.

Zemściła się okrutnie za brak uwagi u młodziutkiej królowej i rozpętała Aferę Naszyjnikową, która miała udowodnić jak rozrzutna jest młoda monarchini.

W kraju, gdzie króluje Plotka, podobno to właśnie du Barry puściła w eter słowa, które rzekomo miała powiedzieć Maria Antonina, a które tak wkurzyły lud Paryża, że po zburzeniu Bastylii przyszli po nią, w drodze do więzienia i na szafot, przyszli po nią aż do Wersalu, bo według du Barry Maria Antonina głosiła:


– „Nie mają co jeść - niech jedzą ciastka”.


Maria Antonina zginęła z godnością. Jak Królowa, do ostatniej chwili. W tym samym miejscu du Barry błagała kata, "o jeszcze chwilkę". Nie poczekał, ściął jej głowę przy aplauzie tłumów, na tym samym Placu Zgody (de la Concorde).


3 dni w Paryżu.


Słonecznego poranka siedzimy z dzieckiem moim w boulangerie pamiętającą czasy Marii Antoniny i jemy croissanty.

Zastanawiamy się jak w trzy dni zobaczyć wszystko i nie oszaleć.

Dla mojego dwudziestolatka Paryż otwiera się sezamem sztuki, w całości.
Wszystkie galerie narodowe, a jest ich wiele, dla wszystkich (sic!) obywateli Unii Europejskiej, do 25 urodzin, są za darmo. Viva La France!

Czyli Grand Tour robi się na prawdę wielkie.

A swoją drogą, ciekawe, czy to jest możliwe w wiodącym kraju Unii, której reprezentant jest „Prezydentem Europy”, by uwolnić zwiedzanie muzeów dla wszystkich, choć tak do 25. urodzin, jak we Francji?

Albo na stałe - jak w Anglii, gdzie wszystkie muzea i galerie narodowe zwiedza się free - bez ograniczeń wieku?

Walpole pisał, że dzięki sztuce i podróżom, podziwianiu obrazów, rzeźb i pięknych widoków, muzeów i galerii, możemy mieć szersze horyzonty; wszak wiadomo, że „podróże kształcą”...


Picasso, gdy pierwszy raz przyjechał do Paryża miał niemal dwadzieścia lat. Jego obecny równolatek, mój syn, stoi w długaśnej kolejce do nowo otwartego Muzeum Picassa. Fenomen hiszpańskiego malarza, który tak ukochał Francję, (albo było na odwrót), zadziwia kolejne pokolenie historyków sztuki.
Picasso kochał Francję miłością nieco nieodwzajemnioną.
Kilkakrotnie zwracał się do władz o udzielenie mu francuskiego obywatelstwa. Nigdy mu go nie przyznano, był zbyt „komunistyczny”, był „anarchistą”, jak pokazują kilka lat temu opublikowane po raz pierwszy dokumenty.


Ale czy Picasso był wielkim malarzem?

No dobra, malował świetnie ostro załamujące się linie i wydatne usta wychodzące na trzy strony świata z jednej twarzy.
Ale! Może to bardziej jego życie nas fascynuje, niż sztuka; te kochanki, rozwody, tyrania domowa, żarliwość w pracy i miłości?
Na pewno, co widać na szkicach w muzeum paryskim, miał do perfekcji opanowany warsztat.

Przejmuje nas podejmowana przez Picassa tematyka: wolność, macierzyństwo, obfita kobiecość.
Patrzę na szkice do Guerniki, przypomina mi się gołąbek pokoju przygotowany przez niego podczas jedynej wizyty Picasso w Polsce, na komunistycznym kongresie we Wrocławiu, w 1948 roku. Odwiedził też warszawską Saską Kępę, gdzie na ścianie pewnej willi do dzisiaj zachował się jego rysunek.

Rok później na świat przyszła Paloma (Gołębica), notabene twórczyni moich ukochanych perfum.

Tekst linka

W muzeum Picassa uwagę przyciąga cykl fotografii jednej z wielu słynnych kochanek artysty, Dory Maar. Poznali się, jak wspominałam, na tarasie kawiarni w Deux Magots.

Oboje chętnie bawili się fotografią, często wspólnie z Man Rayem. Tu Dora uchwyciła malarza podczas pracy nad Guerniką właśnie. Zamyślony, z wydatnym brzuszkiem, raz ubrany jak pierrot, raz jak wenecki gondolier w koszuli w granatowe poprzeczne pasy; a to w wymiętym garniturku; niby nie widzi obiektywu.

Niepokojąco zielony portret Chorwatki o mesmeryzujących oczach, którymi uwiodła mistrza z Malagi, kiedy się poznali w Deux Magots, też możemy podziwiać w nowo otwartej kolekcji.

Uwagę przyciąga też Kobieta rzucająca Kamieniem (1931). Ciekawa, ostra w odcieniach terakoty kolorystyka i mocne pociągniecia impasto, nasuwają skojarzenia z Pannami z Avignion.

Trzymam w ręku ceramiczny kamyk zielony, zawsze mam go ze sobą w torebce, dostałam go w prowansalskiej pracowni Mougins, gdzie Picasso spędził ostatnie lata życia i umarł. Dzisiaj to posiadłość Palomy Picasso. Dla jej mamy, Francoise Gilot, Picasso rzucił bez słowa, z dnia na dzień Dorę Maar.
Z domu w Mougins, jak zapamiętałam, gdy byłam wiele lat temu z Dziećmi, roztacza się oszałamiający widok na Morze Śródziemne i na Cannes.

Przysięgłabym, że czułam tam w powietrzu unoszące się perfumy...

Tekst linka


Paryskie muzeum Picassa - to główne, bo jest też na Montrmartrze, dzielnicy, którą ukochał, gdzie szalał z Appolinairem, Misią Godebską, Eluardem, Bretonem; leży w środku fascynującej dzielnicy Marais, w której się czuję jak na krakowskim, autentycznie galicyjskim Kazimierzu.

Po spotkaniu z twórcą Guerniki, spacerem, pełni smaków i ochoty na Paryż ; możemy przysiąść, nieopodal muzeum na najlepszy kuskus w Paryżu, wychwalany przez kulinarnych krytyków New York Timesa, Guardiana czy Le Monde.

Chez Omar też powita nas czasem kolejką, bo nie prowadzi rezerwacji, ale wynagrodzi nam to najlepszy aromatyczny kuskus w wersji królewskiej, najlepszy, jaki jadłam we Francji; poza krajami Bliskiego Wschodu, ergo warto.
Kelner, do którego zagaduję po arabsku rozchmurza się od razu. Prosi nas o wybór mięsa do kuskusu – jagnięciny, kurczaka lub wołowiny. Kucharz przyrządzi je dla nas w tradycyjnym naczyniu. Doda warzywa, bakalie, sosy i obowiązkowo ostrą harrissę.

Kuskus smakuje obłędnie, a do do tego cena nie zabija apetytu (ok. 15 euro). Po posiłku młody Arab parzy dla nas tradycyjnie herbatę z miętą. Jego rytualne gesty odbijają się w wielkich kryształowych lustrach. Wystrój restauracji, bardzo paryski, jest pełen złoceń i zapadających się pod nami kanap; charakterystyczny jest dla tutejszych brasseries i bistro.

Oczywiście wszyscy wiedzą, skąd pochodzi nazwa „bistro”, dlaczego i do czego było tak spieszno arystokratom tłumnie przybyłym tu z Rosji, po rewolucji 1917.

Pobyt w Chez Omar przy rue de Bretaigne przypomina mi niespieszne delektowanie się smakami dzieciństwa, które opisuję w „Pannie Młodej”, gdzie podałam też swój przepis na królewski kuskus.


Dworzec d' Orsay.

Następny dzień spędzamy z Dzieckiem w muzeum, którego nie było na mapie Paryża, kiedy przyjechałam tu po raz pierwszy z Rodzicami, w ramach Grand Tour.

Pamiętam, że przyjechaliśmy tu niemal prosto z Luksoru, a tu w Paryżu, nieopodal naszego hotelu na Placu Zgody Concorde ( na tym samym ścięto Marię Antoninę i wielu innych) stał bliźniaczy obelisk, który Napoleon ściągnął z Egiptu.

Ba, kiedy pierwszy raz przyjechałam do Paryża, wtedy nie było też Piramidy przed Luwrem, a w tym samym roku otwarto Centre Pompidou. I odwiedziliśmy Maisons-Laffitte, skąd skrzyniami do Libii ściągaliśmy książki w szarych obwolutach


-“Czy to było przed wojną”?, - pyta dziecię.

- "Ha", odpowiadam, "może nie przed I i II wojną światową, które traktujemy jako cezurę wbitą do głowy, wojenną, świata „przed” i „po”, kiedy utracono radość życia galicyjskiego właśnie. Żołnierze tłumnie jechali pociągami na te wojny.
Ciekawe ilu z nich odjeżdżało stąd właśnie. Z dworca, gdzie dzisiaj jest d'Orsay, najsłynniejsze muzeum sztuki nowoczesnej.

Dziecko poszło oglądać wystawę Olgi Boznańskiej wśród innych też najgenialniejszych przejawów aktów twórczości XIX - wiecznych malarzy.
A ja jeszcze pomyślę chwilę, o wojnach, które określają byt Francji, są ważne, wydarzyły się do końca lat 70-tych XX wieku. Stanowią tło "Panny Młodej".


Krwawe wojny. Wojny, które rozpętały na świecie terroryzm. Wojny opłacane przez roponośne pola Libii, zawładnięte przez Kadafiego. Wojny Izraela i Palestyny, wojny Rosji i Ameryki, Wschodu z Zachodem. Święte wojny, które podsyciły fundamentalizm, i żydowski, i arabski, i chrześcijański.

Qvo Vadis świecie mój galicyjski?


C.d.n. (odcinek 2. Paryż - Poznań i 3. Poznań - Kraków).
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...