O autorze
Nike Farida, Polka, która wychowała się w Libii.Chodziła do libijskiej szkoły dla dziewcząt, skąd ją relegowano, bo nie salutowała Kadafiemu. Studiowała historię sztuki na Uniwersytecie Warszawskim i w Londynie. Pracowała w branży PR i w amerykańskich korporacjach, m.in. w Warner Bros. Mieszka w Warszawie i w Londynie. „Panna Młoda” jest jej pierwszą książką i zarazem pierwszą częścią trylogii opowiadającej o wielopokoleniowej rodzinie, z Libią, Izraelem i Stanami Zjednoczonymi w tle. Kocha gotować i podróżować. Nie umie żyć bez pisania, czytania, sztuki i Morza Śródziemnego.

Czy to koniec Nagrody Nobla?@natemat@korespondencja z Londynu.

PILNE*BREAKING NEWS!
PILNE*BREAKING NEWS! Wirtualna Polska
Szwedzka Akademia Nagrody Nobla ogłosiła, że w tym roku, nie przyzna literackiej nagrody Nobla. Czy to już czas wojny? UPDATE 23 MAJA 2018 ( na dole).



Kiedy nie przyznano Nagrody Nobla w dziedzinie Literatury.


1914 - początek I wojny światowej.
1940 -1944 - czasy II wojny światowej.
1935 - Hitler umacnia swój faszystowski reżim, mianuje się Fuerherem rzeszy, która ma, jego zdaniem, przetrwać 1000 lat ...


Od 1901 roku przyznawana jest ta najważniejsza nagroda literacka na świecie.
Tylko siedem razy do tej pory, wyłącznie w czasach wojny, nagrody nie przyznano.




Czy żyjemy już w czasach wojny światowej?


Niektórzy od razu przyznają, że tak.

Codziennie, 24/7, media przynoszą nam krwawe obrazki wojny w Syrii, twarze dzieci i nauczycieli zamordowanych w amerykańskich szkołach przez szaleńców, którzy mają dostęp do broni, rzezie plemienne w Afryce, ofiary zamachów terrorystycznych angielskich ulic czy aren koncertowych. Jest tego dużo więcej, niemal w każdym kraju na świecie, dzieje się coś, co możemy nazwać "stanem wojny".





Inter Arme Silent Musae.

Ale czy na pewno?


"Literatura dla wielu z nas stanowi nieograniczoną przestrzeń, gdzie ścierają się nasze myśli, odbite w każdym słowie autora, wobec świata rzeczywistego i wyobrażonego."


Literacka Nagroda Nobla dla wielu z nas, jest lub nie jest, wyznacznikiem, co warto czytać, radości, że "znam autora, poza jedną książką", zażenowania; "kto to, biegnę do księgarni lub biblioteki", a nawet rodzaju wściekłości "dlaczego ten jeden z najwybitniejszych żyjących pisarzy znowu nie dostał Nobla, przecież mogą akademicy nie zdążyć".

Każdemu ogłoszeniu towarzyszą, dla wielu z nas, na przemian, silne uczucia, od rozpaczy, poprzez wielką radość, aż do zażenowania i wściekłości. Tak już jest.



1492. Odkrycie Raju.



Pamiętam ten wybuch emocji wśród różnorodnego tłumu, podczas ogłoszenia ostatniej literackiej nagrody Nobla.

W podróży prawie nie używam internetu (chłonę widoki, sztukę, ludzi, zapachy, smaki). W życiu domowym i zawodowym też często nie używam internetu (np. kiedy piszę, a piszę codziennie, ok. 5-8 godzin).

Tego pięknego październikowego dnia, wiem, że za kilka godzin zostanie ogłoszony news, na który czekam cały rok.
Ale jestem tu już tak długo, nadużywając gościnności mojej wspaniałej gospodyni, w dziewiczym, ciągle dzikim, często nieturystycznym regionie Andaluzji, Jerez, czyli na ziemi rodzącej najlepsze sherry na świecie.
I nie stanęłam jeszcze na plaży w Kadyksie, skąd Kolumb wyruszył w swoją drugą wyprawę w 1493 roku, aby znaleźć to, czego nie znalazł rok wcześniej.


Jest późno. Zostało 60 minut. Patrzę na rozkład jazdy, pamiętając rady globtroterów (nigdy nie wierz hiszpańskim rozkładom jazdy), jak najszybciej z miejsca, gdzie jestem, dostanę się do oddalonego o kilka kilometrów Kadyksu. Dobra, nie pojadę pociągiem, dziesięć minut, ale za daleko jest stacja, pod nosem staje autobus, ale lokals twierdzi, że na jedynym moście łączącym miasto z Europą, można stać do 3 godzin w korku; zatem wybieram prom, jedzie 20 minut i akurat zdążę gdzieś przysiąść na kawie, gdzie będzie net i "w trybie now" dowiem się, kto w tym roku otrzyma Nobla.

Leniwym spacerem, (bo ja zawsze na wakacjach leniwie chodzę, nawet, gdy się spieszę, często zbaczając z ustalonych i zaplanowanych ścieżek), idę do portu.

Po drodze, akurat w cieniu oleandrów i drzewek cytrusowych, na ceramicznej ławce, przy szemrzącej fontannie, dzwoni telefon z Polski.
Kierowniczka jednej z najmilszych i najlepszych bibliotek w Polsce ustala ze mną szczegóły spotkania z Czytelnikami.
Emocjonujemy się, wymieniając spostrzeżenia, "czy to będzie wreszcie Roth, któremu należy się za najlepszą literacką analizę "jak być Żydem" , czy Amos Oz, który udowadnia to każdą książką"?
Ukochany Kundera, czy może wreszcie któryś z Polaków, od lat "na giełdzie" wymieniany jest Adam Zagajewski, od paru lat coraz większe szanse ma Olga Tokarczuk.
Gdybyśmy się założyły, obstawiałabym "chyba, jednak, no nie, nie ma szans, ale"? Murakamiego.

Od ostatniego polskiego Nobla (Wisława Szymborska w 1996), a my, jak mało kto na świecie, lubimy jak wygrywa w jakiejkolwiek dziedzinie, Polak, minęło już tyle lat, wzdychamy.




Kończę rozmowę, przyspieszam jednak kroku.

Wbiegam na prom wraz z gongiem oznajmiającym odlot. (Prom jest poduszkowcem i ma więcej wspólnego z lotem, niż z ulubioną formą poruszania się szybko po wodzie, czyli jachtem).
Zajmuję ostatnie wolne miejsce, w pełnym słońcu (jest 32 stopnie), a nie mam kapelusza, przy grupie roześmianych kobiet z Sewilli, które dawno nie były w Kadyksie. To rodzina; córki, matki, ciotki, tłumaczą, że raz w miesiącu jadą razem gdzieś, gdzie dawno nie były. I razem chodzą na flamenco. Marzę, by mnie "adoptowały".

Prom będzie płynął dłuższą trasą, dowiaduję się z megafonów.

Zdenerwowana pytam towarzyszki, czy ma internet? Bo ja nie mam, wyjaśniam przepraszająco, ściszając głos, ale i tak kilka osób patrzy na mnie z ubolewaniem, gdy się przyznaję do czegoś tak okropnego, w dzisiejszych czasach.

"A pewnie, co chcesz", selfie i strzela nam zdjęcie, nie pytając.

"Gdzie to chcesz, na FB, insta, snapchacie", padają nazwy nieznanych mi bliżej, poza imperium Zuckerberga, którego jestem kontrybutorem, ikonek ifona.

"Chciałam - dokładnie za minutę - poprosić, byś weszła na stronę noblowskiej nagrody, by zobaczyć, kto"...
"Wiadomo - Murakami" - rzuca i szybko wchodzi na pożądaną stronę.

Na promie jest ok. 100 osób.

Na hasło ISHIGURO rozlega się kilka gromkich radosnych, ze mną na czele, w totalnym szoku okrzyków "YEEEEEEEES"!

Siedzący obok Niemcy, na oko 65-letni, kłócą się, czy to Anglik czy Japończyk.

Kilka osób kręci głową, gdzieś słyszę, "no coś takiego, przecież to pisarz dla zmanierowanych pensjonarek". (?!?!)



Ishiguro, w drodze pomiędzy Wschodem a Zachodem.


Pamiętam, kiedy ten skromny Japończyk, mieszkający niedaleko mnie, w południowym Londynie, powiedział w wywiadzie, że już tak dawno przestał wierzyć, że dostanie Nobla, a wróżono mu to od "Okruchów Dnia", czyli lat 80-tych XX wieku, że przestał od lat oglądać newsy, by dowiedzieć się "w trybie now", KtoWTymRokuDostałLiterackiegoNobla.

Pisał nową powieść, kiedy zadzwonił telefon. O nagrodzie dowiedział się od dziennikarza BBC.

"Myślałem, że to fake news", wspomina Ishiguro.



https://www.nobelprize.org/nobel_prizes/literature/laureates/2017/ishiguro-lecture.html

Jego wykład podczas grudniowego odbioru nagrody, to poruszające podziękowanie dla czytelników, bez których żaden autor nie istnieje na świecie; odbicie poszukiwań własnej tożsamości imigranta, w drodze pomiędzy Japonią a Anglią; uwagi na temat świata tu i teraz, przedtem i potem, wreszcie jedna z najpiękniejszych lekcji pokory dla wszystkich pisarzy na świecie. W ważnych słowach - wspomnieniu wizyty w Oświęcimiu, doszukałam się poczucia zagrożenie czasami wojen, w jakich żyjemy.




Nigdy więcej!

Nigdy więcej? Nobel literacki niemal zawsze był nagrodą też i polityczną. Tak, jak polityczny bywał literacką.
(Case Churchilla).

Żyjemy w czasach akcji @#Metoo.

Ostatnio, akcja ta, którą wspieram całym sercem, spowodowała też wysyp pseudo-gwiazd, które "naglesobieprzypomniały", że też były molestowane.
Na tej fali, która zmiata nas wszystkich, już nie wypada "w towarzystwie" oglądać filmów Woody Allena i Romana Polańskiego.

Nie zostanie też wręczona literacka Nobla, tak jakby fundacja nie mogła wyrzucić całego komitetu, posypać głowy popiołem i powołać nowy mądry skład komitetu. I wręczyć nagrodę według harmonogramu.
Przecież już wiele prac zostało zrobionych. Jest maj!


A w czasach wojny potrzebujemy dobrych literackich drogowskazów. Już czas!



"Nic dwa razy się nie zdarza" pisała noblistka. Szkoda, że zapomniała o tym szwedzka akademia noblowska.

Czuję się zagubiona.

Zadzwonię do mojej szwedzko-andaluzyjskiej gospodyni, może ona mi to wytłumaczy, bo czasem mam wrażenie, że chociaż cenię i znam literaturę szwedzką (od zawsze do teraz), to chyba nie rozumiem Szwedów. A może to nic nie ma wspólnego ze Szwecją, ale z czasami "politycznej poprawności", w jakich żyjemy?

A może wreszcie przyśni mi się z wyjaśnieniem pierwszy polski noblista, Henryk Sienkiewicz, ( czy wy też rozmawiacie we snach z pisarzami?), nominowany od powstania Nagrody Nobla w 1901 roku i uhonorowany nią za "Quo Vadis" ("Ouo vadis roku 2018"?!!), przy powszechnym aplauzie całego świata w 1905 roku.

Nobel dla Tokarczuk!


-----------------------
Londyn, pisane 5 -7 - 13 maja 2018, najdłuższy długi weekend nowoczesnej Europy dla Polaków w Anglii;
łączymy polski z angielskim, od 27 kwietnia do 13 maja pracoholicy wszystkich krajów łączcie się i jedźcie na urlop!

Esej okrasza zdjęcie PILNE. W mojej głowie jest to wiadomość z gatunku BREAKING NEWS, dopóki nie zostanie odwołana.
=========================

23 maja 2018

Wczoraj miały miejsce dwa WAŻNE wydarzenia LITERACKIE z gatunku BREAKING NEWS, związane z tym esejem.

Tekst linka

W Londynie wręczono nagrodę Man Booker Prize Oldze Tokarczuk za "FLIGHTS!!

W Nowym Jorku umarł ROTH.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...